Wednesday, May 11, 2016

Maggie in Paris


Hi, it's been a while since I've posted on the blog. I was fed up with platform I used before. Now I've moved to blogger and keeping my blog under control seems much easier!

Dawno nie pisałam na blogu, mam takie usprawiedliwienie, że nie byłam zadowolona z używanej wcześniej platformy. Teraz, mam nadzieję, wszystko pójdzie sprawniej!

At the very end of April me and my boyfriend went to Paris, to visit our family and just enjoy this beautiful city. First the weather was cold and windy, but with beginning of May warmer days came. Spring in Paris is amazing, with all this bluming trees and parks full of colorful tulips. My favorite things to do in Paris are walking around and enjoying the views as well as picking desserts at boulangeries. Who could resist to their delicious displays?  But I was supposed to write this post on the dresses I made, so let's go back to the topic. 

Na przełomie maja i kwietnia miałam okazje wybrać się z moim chłopakiem do Paryża, aby odwiedzić bliskich i móc delektować się atmosferą tego miasta (to zdecydowanie moje ulubione zajęcie w Paryżu!). Pierwsze dni były dość chłodne i wietrzne, ale wraz z pierwszym maja pogoda zmieniła się na lepsze. Wiosna w Paryżu jest przepiękna, miasto pełne jest kwitnących drzew, a parki kolorowych tulipanów. I przewaga nad latem jest taka, że centralne dzielnice nie są jeszcze tak bardzo zatłoczone przez turystów. Moimi ulubionym zajęciami w Paryżu są: spacerowanie oraz odwiedzanie boulangerie, bo nic tak nie kusi w tym mieście jak kolorowe wystawy cukierni :)
Nie o deserach miałam tu pisać, a o szyciu i ubraniach! Więc wracając do tematu, tak stroje Maggie The Cat prezentowały się w Paryżu.

My number one during this trip was dress I made from Burda pattern from issue 6th, 1951. Yes, I like doors and I took many photographs of them :)
Mój numer jeden podczas tej wycieczki: sukienka z wykroju z Burdy z 1951 roku, numer czerwcowy (oryginalnie z kołnierzykiem, tu zaprezentowana bez). Tak jak widać, bardzo polubiłam paryskie drzwi ;)



My second favorite outfit was the green skirt I made during one gloomy winter Sunday. It is perfect for the spring. Goes really well with light blouse as with black sweater. Picture below were taken in beautiful Jardin des Plantes in the 5ème arrondissement, where you definitely could feel the spring!

Bardzo dobrze sprawdziła się spódnica uszyta jednej ponurej zimowej niedzieli, w której praktycznie nie chodziłam do tej pory i to był zdecydowanie błąd :) Spódnica świetnie pasowała i do jasnej beżowej bluzki jak i do czarnego swetra, o czym poniżej.
Na zdjęciach spódnica w słonecznej odsłonie z przepięknego Jardin des Plantes w piątej dzielnicy Paryża (oj pachniało tam wiosną!).



Below the same skirt, but for evening I wore it with my bleeding heart sweater. (You can read more about how I made it here). The weather was windy and sometimes cold, so the coat you seen on the pictures was very useful. It has perfect 1940s cut, but I suppose it's quite new, I got it from my mom.

Niżej ta sama spódnica, ale w połączeniu ze swetrem i czerwoną kopertówką. Płaszcz, który tu widzicie dostałam od mamy. Ma idealny krój, wzorowany na płaszczach z lat 40-tych, ale przypuszczam że jest całkiem nowy, chociaż nie mam pewności, bo nie ma metki. A jak zrobiłam sweter z sercem, przeczytacie w tym poście.


Here are three more pictures of this coat, just because it was keeping me warm and I liked it a lot! On a rainy day, when I wore it with my wide leg trousers (made by me), on a brocante (where we find quite a few rockabilly vinyls) and on sunny Parisian street.

Poniżej jeszcze trzy zdjęcia płaszcza, ponieważ bardzo go polubiłam: na tle zielonych drzwi w deszczowy dzień (w połączeniu z szerokimi spodniami, które też sama uszyłam); na brocante (gdzie obłowiliśmy się w rockabillowe winyle) i na paryskiej ulicy w słońcu


And finally my inseparable companion of all Parisian strolls (of course not counting B., who took all this pictures): vintage brooch with two pineapples.

Mój nieodłączny towarzysz podczas paryskich spacerów (nie licząc oczywiście B., który zrobił te wszystkie zdjęcia!): stara broszka z ananasami.


This post is dedicated to K.& N., who were wonderful hosts! Thank you guys!
Kisses! - Maggie

No comments:

Post a Comment